Cudowne zaślepienie miłością – genialna sztuczka natury!

chemia milosci - mamy na relaksie

Mawia się, że miłość jest ślepa. Może i tak, ale czy to źle? Chyba dobrze – zakładając, że druga strona nie wykorzystuje niecnie naszego ślepego zapatrzenia. Ta „ślepota” pozwala nam znosić różne niedogodności z uśmiechem na twarzy. Ona cementuje wzajemne relacje, dodaje cierpliwości, pomaga wszystko sobie wytłumaczyć. I tak jak miłość do partnera potrafi być „bleszczata” na jedno oko, tak miłość do dziecka często przesłania nam nie tylko oboje oczu, ale nawet cały świat. I to jest chyba całkowicie normalne – tak to sprytnie wymyśliła natura :-).

Przedstawiciele różnych środowisk – naukowych, psychologicznych, religijnych i społecznych – od lat się spierają, ile w wielkiej miłości (również tej do własnego dziecka) jest biologii i chemii, np. działających intensywnie hormonów i feromonów, a ile innych czynników. Czym tak naprawdę jest miłość, uwielbienie, przywiązanie i oddanie?

Nie rozstrzygniemy tego problemu tu i teraz. Ale możemy się przyjrzeć spektakularnym jego efektom – czyli temu, co chyba wszystkie mamy znają z własnego podwórka. Otóż miłość do dziecka (przywiązanie, oksytocyna, magia, dar boży…) pozwalają nam dzielnie znosić rzeczy, których – nie kochając – nigdy byśmy nie była w stanie zdzierżyć!

Padłaś? Powstań – dziecko płacze! Magia miłości jako najlepszy na świecie dopalacz!

Miłość to zbroja, miłość to pancerz… A mówiąc językiem współczesności: miłość to dopalacz, drag, używka, znieczulacz, rozweselacz i różowe okulary. Dzięki miłości do dziecka jesteśmy jakby na wiecznym haju, który łagodzi nasze reakcje i zmienia sposób patrzenia na wiele sytuacji.

Czasem gdy po raz setny w ciągu godziny usłyszysz jęk lub płacz, przelatują Ci przez głowę wściekłe, absurdalne myśli: Zaraz wrzasnę na całe gardło! Chyba go zamknę w kartonie i wystawię na balkon! Ja za moment oszaleję!!! Albo ucieknę stąd, wyjadę w siną dal…

magia milosci do dziecka - mamy na relaksie

Ale gdy tylko zmęczone i nabuzowane podchodzimy do marudnej jęczyduszy, gdy dostrzegamy tę „podkówkę”, zapuchnięte od łez oczka i mokre policzki, gdy poczujemy znajomy zapach dziecięcego potku, ślinki (z wyssanego paluszka lub smoka) i siuśków, które czuć nawet przez pieluchę i śpiochy – spływa na nas taka fala czułości, miłości i cierpliwości, że… Gdybyśmy tylko potrafiły, same kopnęłybyśmy się w dupę za złość, którą miałyśmy w sobie przed sekundą.

Rzeczy nie są takimi, jakimi się wydają – cudowne metamorfozy brzydoty

Pod wpływem tego macierzyńskiego haju nasza percepcja rzeczywistości zmienia się. Pamiętam, że gdy byłam studentką, moim znajomi – którzy w bardzo młodym wieku zaliczyli wpadkę – poprosili mnie, abym na pół dnia została z ich maleńką córeczką, bo mieli bardzo ważne sprawy do załatwienia. Jakoś sobie poradziłam. Ale najgorszy był dla mnie moment zmieniania pieluchy z kupą – musiałam z apaszki zrobić sobie maseczkę na usta i nos. Aż mnie wykręcało… A przy własnych dzieciach? „No proszę, jaka piękna kupa!!!”. 🙂

Kupa przestaje być kupą, tylko zaczyna być powodem do radości, a nawet dumy – zuch chłopak! Widać, że ma apetyt! Gil do pasa? Zamiast Cię obrzydzać, rozczula Cię: chodź skarbie, mamusia wytrze nosek! Bąk nie jest już bąkiem, tylko staje się powodem do śmiechu albo wręcz podziwu: taka mała dupka, a tak potrafi zagrzmieć! Hahhahaa… w tatusia się wrodziła!

Nic nie wydaje się już obrzydliwe – ani paw, ani pot, ani bałagan w całym mieszkaniu (dziecko musi się przecież wybawić!), ani popsute sprzęty domowe (och, nasz mały inżynier!). Odkrywamy w sobie pokłady cierpliwości, o które kiedyś – nim zostałyśmy matkami – nigdy byśmy się nie podejrzewały. Macierzyństwo uczy nas miłości, łagodności i wyrozumiałości. Bycie mamą sprawia, że rozwijamy się wewnętrznie i poznajemy siebie na nowo. Nasza jaźń rozszerza się – o tę maleńką istotkę i o cały wszechświat przeżyć z nią związanych.

milosc czyni cuda - mamy na relaksie

I choć czasem mamy całego tego rozwrzeszczanego, męczącego i ciągle-czegoś-chcącego kramu serdecznie dość, to tak naprawdę nigdy w życiu nie cofnęłybyśmy czasu, rezygnując z naszego macierzyństwa. No, chyba że na chwilkę – żeby się porządnie wyspać, wyluzować i wyszaleć 😉

Wszystkiego dobrego w macierzyństwie życzą Wam Mamy na Relaksie, które na co dzień prowadzą ekologiczny sklep Kidy.pl, a w wolnych chwilach prowadzą tego bloga.

Reklamy

6 myśli w temacie “Cudowne zaślepienie miłością – genialna sztuczka natury!”

  1. o tak, dobrze napisane. Też mam małą „jęczyduszę” ,ale przecież jest taka słodka!!!! Uśmiałam się, fajny tekst. 🙂

  2. Helo Jęczyduszas mother! 😀

    Tak to właśnie jest z tymi naszymi małymi jęczyduszami: upierdliwe jak diabli, a zarazem słodkie jak aniołki! ;-).

    Dzięki za „uśmiechnięty” komentarz. No i wszystkiego dobrego – dla Ciebie i Małej!

  3. Dokładnie tak, Karolino – bez nich życie miałoby o połowę kolorów mniej. A jak grzecznie śpią, to już w ogóle są tak kochane i cudowne, że słów nam brak!!! 😉

    Buziaki dla całej rodzinki!

  4. Idealnie ujęty temat. Tak to jest, ja nie śpię od siedmiu miesięcy ale zawsze wstaję na płacz małej, na jej karmienie czy nawet małe kwilenie i nic mi nie karze, po prostu tak miłość mnie oślepiła hehe 🙂 mój Basiek to mały krzykacz! Dziczeje wszędzie ale jest taka kochana i słodka, do wycałowania 🙂

  5. Hihiihihihiiii… o właśnie! Dobry przykład matki na miłosnym haju! 😉 Ja na szczęście w nocy wstaję baaardzo rzadko, bo mały nauczył się już dawno przesypiać całe noce (chyba że jest chory). Ale podejrzewam, że jak bym musiała wstawać często, to bym sobie to też jakoś „cudownie” uzasadniła 😀

    Dobrej nocki, Bett!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s